poniedziałek, 14 września 2015

Zamaskowany ,,strachobździl"



Dzisiaj zacznę od tyłu. Mam oczywiście na myśli wrześniową zabawę u DANUSI. No bo, przyzwyczaiłam się do tworzenia czegoś tam w wyznaczonym kolorze, ale że oliwkowy nie należy do moich ulubionych, więc zaczęłam zabawę od strony kulinarnych umiejętności. Dlatego na wstępie napisałam, że zacznę od tyłu;) A potem pomyślę nad jakimś innym niezjadliwym dziełem.

Oczywiście po zrobieniu kulinarnego ,,dzieła” pokazałam je swojej Mamie. Chciałam wiedzieć  czy zgadnie, co to jest? Odpowiedź brzmiała cyt.:,, Jakaś pokraczna baba”... No, że pokraczna, to sama wiem, ale miałam nadzieję, że źle usłyszałam... Bo przecież to zmiana tylko jednej literki w słowie ,,baba”? No, niestety... Nie widziała na talerzu żaby... Może dlatego, że pokazałam jej wersję żaby w kasku? A więc, mam teraz poważne wątpliwości, czy ktokolwiek stwierdzi, że jest to żaba? A, zresztą co kto widzi  w tym stworze, to niech tak zostanie. Gdyby ktoś chciał przyozdobić półmisek z jakąś potrawą, przygotowaną np. na okoliczność przyjazdu teściowej, czy też innych niemile widzianych gości, to piszcie do mnie. Zawsze jestem do usług;) Moje ,,pokraki” bardzo skutecznie psują nastrój, a przy okazji odbierają apetyt;)
  
Najpierw pokażę Wam wersję w kasku, a następnie bez. No, bo tyle się nasłuchałam, naoglądałam i naczytałam o tych uchodźcach i ich okrutnych czynach, że na wszelki wypadek dorobiłam żabce kask... I rolki, żeby mogła uciec przed jakimś napastliwym typem.  Chociaż te rolki, bardziej przypominają czołgowe gąsiennice... Ale, moja żabka okazała się jeszcze bardziej bojąca, aniżeli ja i ze strachu... postanowiła bardziej się zamaskować;) I nie pomógł zielony liść pietruszki, żeby zakryć ten swój ,,strach", czyli brokułowy przecier ,, BoboVita”... Myślę, że moja pokraka może wystraszyć Stefanię, czyli uroczą żabkę Danusi. Na myśl o przełknięciu zamaskowanego ,,strachobździla” ciarki przechodzą mi po plecach... Ale jak się bawić, to na całego, prawda? 















































Banerek do zabawy DANUSI

























A na zakończenie podaję wynik mojej zabawy ,,Zgaduj – zgaduli”.  Nagrodę otrzyma AGNIESZKA WARDZIŃSKA. Gratuluję Agnieszko;) Twój strzał był zdecydowany i jak najbardziej trafny;) Bardzo proszę Cię o podanie adresu na moją prywatną skrzynkę, w celu wysyłania nagrody;)
 

piątek, 11 września 2015

Koń zdechłby ze śmiechu...



Obiecałam sobie wczoraj, że dzisiaj rano ,,nagryzmolę” jakiegoś posta, bo zbyt długie przerwy są podobno nie wskazane;) Ale zawsze ktoś lub coś mi te moje plany wywróci do góry ,,kołami”? Tak się zastanawiam, czy ja kiedykolwiek będę mogła spokojnie usiąść i coś konkretnego zrobić? W kółko tylko słyszę ,,Gosia” i ,,Gosia”... Najlepszym rozwiązaniem byłaby zmiana imienia;) Nie wspomnę już o zbyt często dzwoniącym telefonie.... I to akurat wtedy, kiedy mam ,, łapy” upaprane w farbie czy jakimś tam kleju?! Ech, szkoda słów...

No i efekt tego taki, że najczęściej muszę pisać nocą, bo mam przynajmniej święty spokój. I mogę pokazać Wam duży kielich, który robiłam aż sześć dni?! To przecież Bóg podobno tyle samo dni stwarzał świat? No koń chyba zdechłby ze śmiechu, żeby tyle czasu,,pieprzyć” się z jednym kielichem? No, ale jak się niemalże co chwila słyszy się tylko swoje imię, to taki kielich można i dwa miesiące robić? Brrr... Najważniejsze, że zrobiłam.

,,Zabandażowałam” go, bo gdzieś mi się tam o uszy ,,obiła” ta technika zdobienia. Chyba u naszej ANI... Ale nie wiedziałam dokładnie co i jak, tylko owinęłam kielich i pomalowałam. Nawet nie wiem czym, bo jeden słoiczek mam nieoznaczony, ale chyba była tam biała, acrylowa farba zmieszana z wikolem... Jeździło ,,toto” po tym kielichu, jak po łysej kobyle, rozciągało się wzdłuż i wszerz, w międzyczasie do moich uszu dobiegało wołanie ,, Gosia”, ale jakoś udało mi się ponaciągać tę gazę na swoje miejsce.  No i sobie to zaschło;)

W efekcie było brzydkie. Po ,,upiększeniu” jeszcze gorsze, bo przyszło mi do głowy, żeby wykończenia zrobić ze sznurka. No, ale przecież nie byłabym sobą, gdybym  czegoś nie ,,sknociła”? Na szczęście udało mi się oderwać sznurek, bo kielich wyglądał zbyt topornie. Ale wraz z nim odrywała się gaza? Miałam już chęć zerwać wszystko. Jednak okazało się, że dobrze się złożyło, bo zasłonięta wcześniej góra kielicha jakoś mi się nie podobała... Miejsca po sznurku pokropkowałam i całość kilkakrotnie polakierowałam.

Narzekam na nadużywanie swojego imienia przez innych, ale jak widać na załączonej ,,instrukcji” tworzenia – sama też potrafię wywrócić wszystko do góry ,,kołami”.  I zdarza mi się to dosyć często;) No, ale dosyć już narzekania, bo ja jak się ,,rozhuśtam” z pisaniem, to nawet nie widzę, że za oknem już widno;)





  
















No i na zakończenie, obiecana przeze mnie mini - zabawa;) Taka zgaduj-zgadula;) Przyznam szczerze, że byłam zachwycona Waszymi komentarzami;) To co bawimy się? Kto pierwszy zgadnie w jakim miesiącu brałam ślub, otrzyma ode mnie nagrodę niespodziankę;) Nie wyznaczam terminu zakończenia zabawy, bo przecież wiadomo, że nagrodę otrzyma ta osoba, która zgadnie pierwsza;) 

 

niedziela, 6 września 2015

Lubię zmiany i nic na to nie poradzę?



Sobotni wieczór, w miarę ciepły, a ja zamiast grillować z sąsiadami – zasiadłam przed komputerem. Ale przecież to proste, jak ,,konstrukcja cepa” dlaczego siedzę przed kompem? No, bo  sąsiedzi wybyli do znajomych, więc  mam czas na pisanie i pokaz kolejnej kartki, którą przygotowałam na pięćdziesiątą rocznicę ślubu swojego wujka. Taka piękna rocznica.... Tyle lat ze sobą, na dobre i na złe... Jestem pełna podziwu.

Ja chyba nie wytrzymałabym chyba tyle lat? Chociaż uwielbiam wszelkie zmiany, nie znaczy to, że w grę musiałaby wejść zmiana męża?! Ale jak ma się wspaniałego mena, to można wytrzymać z nim pół wieku, a nawet więcej? Ale z ,,marudą”, tyranem, czy innym gadem” się nie da?! Dlatego, sześć lat temu zamieniłam ,,starszego” na nowszy ,,model”. I nie żałuję ;) Bo mam męża, z który jest wspaniały! Mamy te same zainteresowania, te same poglądy na życie etc. I jest super! Nie żałuję tej zmiany!

Kurczę, przecież to nie spowiedź. I nie blog o prywatnym życiu... Ale, zapewne, co niektóre z Was mają podobną sytuację, więc co tu ukrywać? Tym bardziej fakt, że jest się szczęśliwym w nowym  związku? Ja jestem i nie muszę tego ukrywać?  Co prawda, mój mąż jest ode mnie trochę młodszy... Ale, dobrze się złożyło, bo zawsze lubiłam młodszych ,,menów”... A różnica wieku przecież nie ma znaczenia, kiedy dwoje ludzi kocha się, potrafi porozumiewać się  ,,mrugnięciem oka” etc.

No, ale nie będę pisała o swoim małżeństwie, bo ten post ma być poświęcony małżonkom o pięćdziesięcioletnim stażu. Co ja bredzę.... Nalewki żadnej nie wąchałam, a piszę bzdury o jakimś stażu... Chciałam Wam jedynie pokazać karteczkę, którą własnoręcznie zrobiłam na tę pięćdziesiątą rocznicę ich ślubu. Przecież nie będę pisała o ich pożyciu, bo musiałabym napisać książkę?! A małżeńskiego łoża z nimi nigdy nie dzieliłam, bo musiałabym tam wleźć z buciorami, więc nie wiem  czy w ,,tych” sprawach jest dobrze, czy źle... Domyślam się jedynie, że ,,men” z pięćdziesięcioletnim stażem nie jest  chyba... Ach, mam w łepetynie tylko same głupoty?!!! Najważniejsze, że są wzorowym i kochającym się małżeństwem. No, chyba sam ,,staż” o tym przemawia.

Najpierw pokażę Wam karteczkę, którą dla nich zrobiłam. Jest trochę złotych elementów, które mogą być niewyraźne na zdjęciach, ale to przecież ,,Złote Gody”, więc chciałam zachować ten złoty akcent;) No i oczywiście ozdobiłam ją różyczkami z zimnej porcelany;) Pokażę Wam kilka ujęć: dół kartki, górę, tył  i środek. A jeszcze dojdą nasze własnoręczne podpisy pod życzeniami, których akurat tu nie jeszcze nie ma..




































.
















No i jak myślicie? Doczekam chociaż dwudziestej rocznicy ślubu? Chyba, że mnie zmumifikują...););) I teraz uważnie prześledźcie wszystko, bo w związku z tym postem zorganizuję wkrótce fajną zabawę z nagrodą;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...