piątek, 27 stycznia 2017

,,Motać", to ja potrafię...



Chciałam Wam dzisiaj coś pokazać, ale sama nie wiem, co... Bo mam w zanadrzu parę rzeczy, które zrobiłam w grudniu ub.roku, ale jakoś nie chciało mi się pokazywać... Zapewne wydoroślałam, bo jak byłam mała, to wszystko pokazywałam. Tzn. wszystkim się chwaliłam;) .Dobrze, że sprostowałam to zdanie, bo jak mi wiadomo, to u niektórych zaraz myśli sprośne i oplute monitory... Tak, tak moje ,,poznanianki”. Nie ma co pluć na te dobrodziejstwa techniki, tylko oglądać i czytać, dopóki mam chęć pisania i pokazywania;) No to, zanim przejdę do innych spraw, to może najpierw pokażę Wam dwie deseczki do krojenia, które ozdobiłam kwiatuszkami z zimnej porcelany.



Fajne były te deseczki przed przyklejeniem kwiatków, ale że małego rozmiaru, to niezbyt przydatne. Wiadomo przecież, że wszystko co małe, to jedynie ozdobić i wrzucić na bloga, czy na ,,fejsa” nich się ludziska cieszą;) Bo taką deseczką, to nawet nikomu w łeb przywalić się nie da, bo trafić trudno... To tak dla zobrazowania wielkości deseczek;) No wiem, wiem, że czasami bywam niegrzeczna, ale taka się urodziłam i nic już na to nie poradzę... No nie poradzę nic, że jestem niereformowalna, jak RP... To może pokażę Wam laleczkę z zimnej porcelany? Co prawda, jeszcze niedokończona, bo czeka na poprawki, ale pokazać przecież mogę, skoro niczego innego już nie pokażę?! No przecież na wstępie wyraźnie napisałam, że coś chciałam pokazać...





Coś tam Wam pokazałam, to teraz przejdę do tematu, który dotyczy naszej blogowej koleżanki, czyli DANUSI. Organizatorki zabaw wszelkich, niesamowicie uzdolnionej, praktycznej i zrównoważonej osóbki. No, może z tym zrównoważeniem , to nie tak do końca, bo ja na przykład nie usiadłabym pupskiem na żarówkę... Jakby nie miała na czym usiąść...  A nie lepiej byłoby usiąść na czymś bardziej konkretnym? Większym, bardziej twardym od żarówki?! No, ale każdy siada na tym, na czym mu wygodniej... Dlatego nie wnikam w szczegóły. Przejdę do konkretów. Danusię osobiście poznałam w Poznaniu. Tak samo, jak Anię i Hanię;) No bo, żeby się poznać, to akurat nazwa tego miasta, była najbardziej odpowiednia. W tym roku pewnie gdzieś popłyniemy na gondoli.... Ale ja wiosłowała na pewno nie będę! Bo nie wiadomo, gdzie ,,popłyniemy"?

No, ale wracam do Danusi. Być może, jako blogerki bym jej nie poznała, gdyby nie Ania, która zachęciła mnie do udziału w jej zabawach. Już nawet nie pamiętam, w której po raz pierwszy brałam udział... Ale nie o to chodzi, bo ten pierwszy raz, to pewnie ,,ściemniałam”, żeby zdążyć z pracą na czas... No co? Jestem szczera, aż do bólu?! No, ale tak naprawdę, to chodzi o to, że Danusia działa na mnie, jak wirus. Także miejcie się na baczności, bo ,,zaraża”. Swoimi pomysłami oczywiście. Nie wiem  jak na Was, ale na mnie tak działa jej twórczość. Jak nałóg? Ale nałóg, to podobno dowód człowieczeństwa... Po prostu chce mi się powielać wszystko to, co ona robi, czy zrobiła już dawno temu. A w ogóle Danuś działa na mnie w sposób, który zobrazuję cytatem: ,, Daj mi bucha,flaszkę tequili, a opowiem Ci o swoim życiu”;) O! To jest najtrafniejsze!

Ostatnio zaraziła mnie sznureczkami. Zasiadłam więc do tych sznureczków. I oczywiście, jako ta niereformowalna, zaczęłam tworzyć swój wzór. Na początku nawet dobrze mi szło, ale jak na złość, zadzwonił telefon i musiałam przerwać pracę... Dwa dni i prawie dwie noce ślęczałam nad zaczętym wzorem i za cholerę nie wiem, jak ja to uplotłam?! I nie mogę tego skończyć, bo nie wiem, jak to zrobiłam?! Pokażę Wam to zaczęte ,,słuptanie”, bo i tak pewnie już nigdy tego nie skończę... Ale wzór fajny, prawda?



Danuś! Ja przez Ciebie już chyba nigdy w życiu nie namaluję żadnego obrazu?! A już na pewno, nigdy nie dokończę tego cholernego splotu, bo nawet nie wiem, jak?! ,,Rozgryź" to, jeśli w ogóle ,,zakumasz”, jak ten kawałek zrobiłam... Amen. 
P.S. Haniutku drżyj... Twój czas się zbliża;););)




 

 
 


 

wtorek, 24 stycznia 2017

wtorek, 17 stycznia 2017

Szczęśliwy pech



Zaczęłam właśnie pisać o tym, jak poznałam ANIĘ, a ze śmiechu łzy z oczu już ciekną mi ciurkiem. Bo w 2014 roku akurat byłam blogerką z niecałym, trzymiesięcznym stażem i niewiele osób wówczas do mnie zaglądało. Niewiele? Nikt nie zostawił komentarza pod tym postem, tylko Ania?! Nie wiem, czy wystraszyli się mojej nieudolnej pracy, czy tego, że piszę wprost to, co mi ślina na język przyniesie... A może odstraszający był tytuł posta? Pewnie tak...Bo do dzisiaj to odczuwam, że co niektórzy widząc tytuły postów, omijają mojego bloga szerokim łukiem;) Tak,tak... To da się wyczuć, ale na zdrowy rozsądek, to przecież ja ponoszę odpowiedzialność za swoje tytuły, publikacje etc.

sobota, 14 stycznia 2017

Oby mnie do Meczetu nie przypisano...



Zabawa u DANUSI tak mi się spodobała, że po raz pierwszy zrobiłam dwie prace?! A jak szybko mi to poszło? Chyba jednak ,,bombardowanie” to jest to, co sprawia mi przyjemność. I dopiero teraz sobie to uświadomiłam... Tylko proszę bez  złych skojarzeń, oby mnie przez Danusię do Meczetu nie przypisano... Jednym zdaniem: psuć  i tworzyć nowe, to dla mnie prawdziwa frajda!

czwartek, 12 stycznia 2017

PO słowie, po słowie i doszłam do celu





Styczeń zaczęłam od zabaw. No w końcu ja sylwestrowo-noworoczna dziewczynka, więc tylko bawić mi się wypada? I to przez cały rok! Tym razem pokażę karteczki, które przygotowałam do zabawy u ANI. A pamiętacie moją pierwszy raz w życiu zrobioną KARTECZKĘ? To obejrzyjcie;) Masakra... No, ale cóż? Przecież nie miałam jej z czego zrobić... A zresztą, nie miałam nawet pojęcia, jak się je robi? Fajne są takie wspomnienia... Jeszcze kiedyś wrócę do najśmieszniejszego wspomnienia z początków mojej twórczości, dzięki któremu właśnie poznałam Anię;)

wtorek, 10 stycznia 2017

Twory bez ,,wieszadeł"




Jestem! Cieszycie się, czy nie? Co prawda, już rok starsza, ale duchowo w dalszym ciągu ,,szesnastka”;) I to niesamowicie pracowita, o czym się dzisiaj przekonacie. Zresztą, w tym miesiącu będzie więcej postów, bo mam do pokazania mnóstwo prac;) Przepraszam, że zaniedbałam Wasze blogi, ale wszystkie Wasze prace widziałam. Tyle, że nie zostawiłam komentarza... Ale sami wiecie, jak to jest, kiedy  druga połówka ma przerwę w pracy i blokuje kompa... No nie rozumiem tego, ile można siedzieć i gapić się w monitor, jak ,,wół na malowane wrota”? A na dodatek drukować sterty cyferek?! Boże... Faceci , to jak dzieci... Wszystko co w ręku, to do buzi;););) No żartuję, bo komp cały, a myszka na swoim miejscu;)